Podsumowanie lipca 2018

Plan na lipiec był taki by zrzucić trochę z wagi i zrobić minimum 100 km w miesiącu. Plan był ambitny ale jak to często w życiu bywa – nie udało się go zrealizować. Waga stoi w miejscu, kilometrów wybiegałem tylko 69 a w dodatku nabawiłem się chwilowej kontuzji. Po takiej serii niepowodzeń nadeszły lepsze czasy i pod koniec miesiąca udało mi się zrobić pierwszy bieg górski na dystansie 13 km (relacja tutaj).

Początek miesiąca zacząłem dość słabo, 10-tego miałem przebiegnięte dopiero 23 kilometry, a biegi zamiast sprawiać przyjemność męczyły mnie a nogi dostawały w kość. Postanowiłem popracować nad utratą wagi, jednak ograniczenie jedzenia mi całkowicie nie wychodzi więc trzeba więcej kalorii spalać. No i tutaj miał pomóc rower, który od dłuższego czasu stał w garażu. Pięknie mi się jechało, odnotowując nawet tempo poniżej 2 min/km i tak jadąc po prostej drodze w lesie wyje..łem się przez kierownicę do przodu. Tak kur…! Na prostej drodze, szerokiej na 3-4 metry, na której nie było dziur ani przeszkód, nie było z górki ani pod górkę. Rozumiem wywalić się gdzieś w trudnym terenie ale żeby na prostej równej powierzchni? Sam nie wiem jak to się stało.  W upadku ucierpiała mi najbardziej lewa dłoń bo całym ciężarem poleciałem właśnie na ręce i podejrzewałem nawet złamanie którejś z kości. Na szczęście dzień później na prześwietleniu wyszło, że nie ma złamania i orteza na rękę wystarczy zamiast gipsu. Od lekarza dowiedziałem się także że jeszcze długi czas będzie mnie boleć ta ręka.

Tak więc plan z rowerem musi poczekać aż ręka wyzdrowieje, ale na szczęście po tygodniu mogłem już zacząć biegać bez odczuwania bólu w ręce. Kilka dni później będąc na weekendzie w górach wykorzystałem okazję i spróbowałem biegów górskich. Bez większego przygotowania i ze sporą nadwagą ale za to z wielką motywacją do biegania udało mi się wbiec/wejść na Klimczok o czym możecie przeczytać w osobnym wpisie.

Podsumowując miesiąc lipiec to mimo złego początku skończył się całkiem dobrze: zrobiłem swój pierwszy bieg górski a waga minimalnie zaczęła się ruszać (cały czas skacze ale zamiast do 115 kg zbliżam się bardziej do 110 kg).

Całkowity dystans: 69,12 km

Ilość treningów: 9

Średnie tempo: 7,53 min/km

Ilość spalonych kalorii: 9211 kcal

Najdłuższy dystans: 13,05 km

W górę: 1963 m

W dół: 1692 m

One Reply to “Podsumowanie lipca 2018”

  1. Przy zwiększonym kilometrażu waga sama poleci w dół 😉 Ważne, żeby lać dobre paliwo na którym jedziesz. Gratulacje inicjacji z górami – musimy się kiedyś razem wybrać na wycieczkę górską. Pozdrawiam !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *