Pierwszy bieg górski – Klimczok

Miesiąc lipiec nie był zbyt szczęśliwy jeśli chodzi o treningi ale pod koniec miesiąca udało mi się wykonać swój pierwszy bieg górski. Byłem na weekend w Brennej i po krótkim obejrzeniu tras i szlaków zdecydowałem się, że spróbuję wbiec na Klimczok. Według mapy to 6 km w jedną stronę więc nie jest tak dużo, bo biegałem już dystanse powyżej 10 km i nie było problemów. Zabrałem ze sobą mały plecak rowerowy do którego wrzuciłem 2 wody 0,75 l, banana oraz worek strunowy na wypadek deszczu, żeby telefon schować wypiłem małą kawę i ruszyłem.

Początek trasy to droga asfaltowa lekko pod górę i o dziwo całkiem dobrze mi się biegło. Pierwszy kilometr z tempem 7,27, drugi 8,15, trzeci 9,31. Wysokości przybywało z każdym metrem co mnie bardzo cieszyło i pozwalało optymistycznie patrzeć na dotarcie na Klimczok. Dobra passa skończyła się razem z końcem drogi asfaltowej, przed samą Przełęczą Karkoszczonką był pierwszy stromy odcinek na którym musiałem przejść z biegu do marszu. Na przełęczy byłem po około pół godziny od startu co było dobrym wynikiem bo według mapy przejście takiego odcinka powinno zająć 1,15 h. Skoro tak dobrze idzie to piję trochę wody i skręcam w lewo na czerwony szlak i dalej do góry. Jest stromo, zamiast biegu jest marsz a potem coraz bardziej stromo i muszę kilka razy przystawać by odpocząć na kilka sekund. Tempo spada do 14 a potem do prawie 20 min na km, a na piętach czuję że zaczynają mi się tworzyć odciski, a w plecaku zostało już tylko połowa wody. Zaczynam myśleć o rezygnacji i odwrocie…

Na szczęście po pewnym czasie zrobiło się mniej stromo i mogłem znowu zacząć biec. Od tego momentu zaczęło mi się naprawdę podobać, bieganie po wąskiej ścieżce poprzecinanej korzeniami drzew z pięknymi widokami z prawej strony – to było zajebiste 🙂

W nogach zmęczenie coraz większe, odciski coraz bardziej odczuwalne, wody coraz mniej ale psyk uśmiechnięty i cisnę dalej do góry. Momentami biegnę, momentami idę i docieram na Siodło pod Klimczokiem skąd jeszcze trudny podbieg na sam Klimczok. Idę ponieważ biec już nie dam rady pod taką stromiznę, robię parę kilkusekundowych przerw i w końcu siadam na trawie na szczycie.

Odpoczywam 5 minut, zjadam banana i piję wodę której już wiem że mam zdecydowanie zbyt mało. Zostawiam sobie kilka łyków na drogę powrotną i zaczynam zbiegać. Po kilku metrach okazało się że to nie takie proste jak myślałem i te moje zbieganie to tak naprawdę hamowanie i uważanie by się nie wywrócić na trawie i kamieniach. W połowie trasy zaczęło padać i miałem szczęście że już zbliżałem się do asfaltu i nie musiałem zbiegać po mokrych kamieniach. Deszcz w tym momencie był najlepszą rzeczą jaka mogła mi się przytrafić ponieważ fajnie mnie schłodził a mokry to i tak byłem już od potu 🙂 więc było mi wszystko jedno. Przy zbieganiu na początku miałem tempo 9, 11 i 9 min/km i chyba nie są to najlepsze czasy ale jak już dostałem się na asfalt to pomimo zmęczenia tempo polepszyło się do 6,30-6,50 min/km.

 

Pomimo tego, że bieg mnie sponiewierał to byłem szczęśliwy że mi się udało i wiem że po górach zacznę biegać częściej, jedynie muszę popracować nad formą i nad wagą, która cały czas jest zbyt wysoka (112 kg).

Podsumowanie biegu:

Dystans: 13,05 km

Czas: 2 godz 17 min

Średnie tempo: 10,33 min/km

Przewyższenia: w górę 982 m, w dół 918 m

 

 

 

2 Replies to “Pierwszy bieg górski – Klimczok”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *